Coraz rzadziej chodzę do Spice of India (ul. Starowiślna 48, Kraków), mimo że to nadal moja ulubiona (i od lat jedyna odwiedzana regularnie) indyjska restauracja. Mama nie była tam bardzo dawno, więc namówiłam ją, mówiąc o karcie lunchowej, która niedawno wskoczyła do menu. Jedną z pozycji było tam jedno z naszych ulubionych dań. Do niego sałatka i ryż. Miałam plan zamienić sałatkę i ryż na chlebek naan, ale nie zgodzili się. Mama przejęła więc obie sałatki i ryż, a ja sobie domówiłam chlebki.
Zamówiłam:
-Butter Paneer z oferty lunchowej, czyli z ryżem i sałatką (z sałaty, pomidorów, ogórka i oliwek z jogurtem)
-chlebek Plain Naan
Danie Lunch Butter Paneer było prawie o połowę mniejsze niż nie z lunchówki (pisałam o nim tu), a w smaku wydawało mi się mniej głębokie, mniej złożone. Minimalnie, ale jednak. Jakby trochę rozwodnione. Jego ostrość (wersji łagodnej) skupiała się bardziej na chili niż na imbirze jak zawsze. Imbir jakoś bardziej mi pasował.
Było ok, ale bez zachwytu...
Spróbowałam trochę sałatki. Podano ją zimną, co nie podobało mi się, ale przynajmniej wszystko było chrupiące i świeże. Ot, podstawowe warzywa, bez polotu, ale zwyczajnie ok. Faktycznie dodano do nich całkiem przyjemnie ziołowo przyprawiony jogurt, ale nie było go tam za wiele. Bez żalu oddałam Mamie.
Mama była zachwycona jogurtem, który dodano do sałatki, a dzięki temu sałatką, ale w zasadzie tylko tym. No, i ryż jeszcze pochwaliła, że sypki. Danie jej nie leżało.
Ja powiedziałabym, że ryż bardzo bazowy.
Cena: 37 zł / zestaw
Dotąd jednak ogólnie no ok. Ale... Największy ból sprawił mi czysty chlebek Naan. Aż wypytałam obsługę. Usłyszałam, że NIC się nie zmieniło, nie zmienili przepisu, chlebki robią jak zawsze. A jednak tym razem ten cudownie zakalcowy, cudnie mleczny chlebek był... Okrutnie słony. W zasadzie SŁONY. Słony tak, że aż palił w gardle. Słony jak jakieś słone paluszki, słony, że zaraz mnie zemdliło i nie byłam w stanie go skończyć.
Niestety, gdy zgłosiłam problem, nie było szans na zamianę chlebka na inny, bo masę drożdżową na niego przygotowują wcześniej, a potem tylko zapiekają.
Byłam zrozpaczona. Boskie, naturalnie słodkawo mleczne naany (które recenzowałam tu) to główny powód moich wizyt w Spice of India. A ten mordował solą. Mam nadzieję, że po prostu tego dnia coś im nie wyszło... Jeśli jednak nie... ten zasłużył na jakieś 3/10 - tylko cudowną konsystencją. Bo smak był niezjadliwy.
Cena: 12 zł / porcja 150g
3/10











































